Niedzielny spacer.
Przechodziliśmy obok reklamy jednej cukierni na Warszawskim - Targówku, gdy usłyszałam, ja chcę taki torcik :)
A że synek jest ... bezglutenowy, i dodatkowo bezmleczny ;/, trzeba coś pomyśleć ..
Nie spocznę na tym, żeby obył się smakiem, tylko i wyłącznie przez "dysfunkcję" alergiczną.
Pobiegłam do sklepu po mleko sojowe* - bo u nas akurat nie uczula aż tak mocno jak krowie, a przynajmniej z tego względu, że jest to produkt "białkowy" to ugotuje się nań budyń.
Pomyślałam wyjdzie czy nie, ... zobaczymy i wzięłam się za "robotę"
Rozgrzewamy piekarnik na 5 minut na 180 *C.

Biszkopty:
Każdy biszkopt z 4 jaj (L)
na każdy po 2 łyżki cukru,
2 łyżki mąki kukurydzianej, (ja używam Bezgluten)
2 łyżki mąki (skrobi) ziemniaczanej, (z Biedronki)
na biszkopt kakaowy z 4 łyżek mąki dwie zastępujemy kakao (celiko).
Biszkopty:
Oddzielamy białko od żółtek, białko ubijamy na sztywno ze szczyptą soli. Dodajemy cukier, ubijamy, dodajemy żółtka, ubijamy, dodajemy mąki i już tylko "łączymy" jaja z mąką - bez długiego mieszania. Wylewamy na blaszki, wyłożone papierem do pieczenia.
Pieczemy w temperaturze 180 * C ok. 25 minut.
Przygotowujemy krem:
na krem potrzeba ok 600 ml. mleka
2 łyżki mąki kukurydzianej
2 łyżki skrobi - kukurydzianej lub ziemniaczanej
1 jajo (L)
pół szklanki cukru
Margaryna bezmleczna (czasem używam zielonej Palmy)
torebka wiórków kokosowych
Kakao (Celiko)
Z mleka odlewamy ok 100 ml do większego kubka, w którym rozrobimy mąki z ów mlekiem i jajkiem.
Pozostałą część mleka zagotowujemy dodając do niego cukier. Gdy mleko zacznie wrzeć wlewamy wolnym strumieniem masą mączno - jajkową, energicznie mieszając do ugotowania budyniu, i zapobiegając by nie powstały grudki.
Budyń odstawiamy do ostygnięcia.
W czasie gdy budyń sobie stygnie ucieramy margarynę na puszystą masę.
Do utartej margaryny dodajemy po 1 łyżce budyniu, cały czas mieszając do połączenia składników, uważając by krem nie zważył się. Co ważne - by uniknąć ważenia kremu - składniki - margaryna - budyń - powinny mieć podobną temperaturę. Ani zimne - ani ciepłe :)
Jeśli jednak tak się stanie. Musimy wziąć garnek z wodą, postawić go na kuchence, zagotować i na ten ciepły garnek postawić naszą miskę z kremem i ubijać, ubijać ubijać, aż zamęczymy tę masę i zacznie znów robić się błyszcząca, kremowa konsystencja.
Powstały krem dzielimy na dwie części.
Do jednej dodajemy kakao (ok 2-3 łyżek)
do drugiej części wsypujemy wiórki kokosowe - i tu.... w zależności od....wymagań, czy chcemy mocno kokosowe, czy tylko delikatnie przełamane kokosem (na zasadzie... ile się wsypie :) ).
Przekładamy biszkopt, ciemny (kakaowy), kremem kakaowym, rozsmarowujemy (najlepiej ciepłym nożem do wyrównania masy), na to krem kokosowy (zostawiamy ok. 2 łyżki kremu w misce), znów wyrównujemy nożem, przykrywamy to biszkoptem białym, który można (lecz nie trzeba nakropić przegotowaną wodą z kilkoma kroplami cytryny), obsmarowujemy wierzch pozostałym kremem, i do lodówki.
U nas - w naszym domu więcej jak 2 h w lodówce na "odpoczynek" to max.
Niestety wszystko znika w tempie błyskawicznym.
A tak wyglądało to smakowite ciacho :)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz